Kontrasty to bardzo specyficzny klub. To właśnie tutaj wszystkie młode kapele próbują swoich sił po raz pierwszy. Niestety muszą się one zmagać ze słabym nagłośnieniem i przede wszystkim – akustykiem. Już od kilku dobrych lat ten pan niszczy większość koncertów. Żeby uświadomić Was w temacie, to może taka mała anegdotka. Dawno temu, kiedy grałem jeszcze w kapeli, mój kolega (basista) stroił swój instrument. Zniecierpliwiony akustyk chcąc mieć już z głowy zbalansowanie dźwięków wydobywających się z instrumentu, zaczął go popędzać. I kiedy mój kolega powiadomił szanownego pana, że jeszcze musi ustawić swój sprzęt usłyszał z drugiego końca sali – „ i po ch*j się stroisz? I tak Cie nie będzie słychać!”. Chyba uświadomiłem już wszystkim co się dzieje w Kontrastach.
Piątkowa impreza z serii „Wake The Dead” była pierwszą, na której mogłem się pojawić. Tym bardziej chciało się wstać o piątej rano z myślą o tak fajnym „składzie”, który miał się pojawić w Szczecinie. Koncerty tego typu rzadko pojawiają w moim mieście. W piątki najczęściej można posłuchać kapel death/thrash metalowych grających tą muzykę w jak najbardziej old school’owej wersji.
Punkt osiemnasta, jestem w klubie. Jak zwykle z nadzieją, że koncert zacznie się punktualnie. Wiadomo – „nadzieja matką głupich”. Na sam koniec tego „wstępu” wspomnę o frekwencji. Ja nie wiem czy 12 złotych to aż tak dużo? Kilku kumpli mówiło, że „jeszcze za piątkę by poszli”. W sumie racja, tylko, że była tylko jedna, jedyna szczecińska kapela, a reszcie trzeba było z czegoś pokryć dojazd. Ludzi było na prawdę mało, a mówi się, że metalcore/deathcore to teraz najbardziej popularna muzyka dla „zbuntowanych” nastolatków. Już nie powiem na czyje koncerty przychodzą „zbuntowane trzynastki”.

Właśnie kończę drugie piwo, a do akcji przygotowuje się The Throne. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ustawiane sprzętu akustyka przez jednego z gitarzystów wyżej wymienionego zespołu. Oczywiście pan, który był za to odpowiedzialny siedział oparty o bar i spożywał swoje ulubione trunki. Przejdźmy jednak do samego koncertu. Tak jak się spodziewałem chłopaki zaprezentowali nam utwory, pochodzące z ich epki „fig. 2”. Materiał wg. mnie bardzo przystępny, więc pozostała jeszcze kwestia zaprezentowania swojego dorobku na żywo. Mimo tego, że pod sceną ludzie stali bez ruchu, to chłopaki dali z siebie wszystko. Nie zauważyłem jakichkolwiek potknięć, każdy utwór był zagrany bezbłędnie. Problemem takiego rodzaju muzyki jest to, że tak na prawdę nie da się do tego robić pogo czy mosh’u. Wydaje mi się, że to właśnie wpłynęło na tak małą ruchliwość pod sceną. Jak dla mnie najlepiej wypadł utwór „The Beginning”, który zagrany wraz z dodatkowym wokalistą był najbardziej wyróżniającą się kompozycją z całego koncertu. Występ The Throne oceniam na duży plus za nowe brzmienia w naszym mieście, jak i w Polsce.

Później nadszedł czas na 10 fold. W skład kapeli wchodzą muzycy z takich składów jak Faust Again czy 1125, więc od razu trzeba nastawić się na coś porządnego. Nie znałem wcześniej jakichkolwiek nagrań zespołu, tak więc na występ poszedłem „w ciemno”. Dzięki 10 fold otrzymałem sporą porcje typowego hardcore’u, który czerpie pełnymi garściami z dorobku Madballa’a czy 100 Demons. Sam nie gustuje w tego typu muzyce, jednak znajomy („siedzący” już od wielu lat w tych klimatach) powiedział, że jak na polska scenę to 10 fold można ocenić na bardzo mocny plus.

Trzecia kapela (nie ukrywam, że najbardziej przeze mnie oczekiwana) to Final Sacrifice. Tak jak myślałem, to właśnie oni najbardziej rozruszali Kontrasty. Z tego co pamiętam to właśnie u nich „życie” pod sceną najbardziej sie uaktywniło. Mnie najbardziej rozwalił kawałek „I Am The War”, którego refren udało mi się przez chwile wydrzeć do mikrofonu. Według większości moich znajomych to właśnie Final Sacrifice zagrał najlepiej. Na scenie byli wulkanem energii, który z każdym następnym utworem eksplodował. Pamiętając, że to dopiero przedostatni zespół, wydawało się, że gwiazda wieczoru będzie grać na jeszcze wyższym poziomie.

Niestety, zespół !Ul to zupełne nieporozumienie. Na stronach czytałem, że to jakiś punk z domieszkami hardcore’u i wielu innych, ale nie spodziewałem się, że brzmią aż tak paskudnie. Wiem, że nagłośnienie nie jest pierwszej klasy, jednak inne zespoły brzmiały o niebo lepiej. Po dwóch kawałkach wyszedłem, bo nie miałem siły na większą porcję tak prymitywnego grania. Jedynie na plus wyszedł wokalista, który skakał przed sceną próbując „nakręcić” w jakiś sposób publiczność. Czeski zespół nie wyróżniał się niczym spośród innych zespołów i wg. mnie powinien grać na początku żeby w jakiś sposób rozgrzać publikę przed kolejnymi zespołami.
Impreza sama w sobie była udana, wreszcie mogłem posłuchać czegoś nowego w swoim mieście. Co do samego koncertu to na pewno oceniam go na plus. Wydaje mi się, że szczecińska publiczność dopiero oswajają się z nowymi stylami muzycznymi i właśnie tym tłumaczę sobie dosyć słabą frekwencję. Wydaje mi się, następnym razem trzeba zorganizować imprezę (tak jak poprzednio) w klubie Słowianin, ze względu na o niebo lepsze nagłośnienie. Będzie to na pewno o wiele lepszym miejscem na kolejne edycje „Wake The Dead”
Zdjęcia wykonał: cHeli z bymyside.pl