Czas na kolejną porcje metalcore w postaci nowego albumu Parkway Drive. Chłopaki już niedługo zawitają u nas, więc chciałem przybliżyć najnowsze dzieło Australijczyków – "DEEP BLUE". Pierwszy singiel z płyty zatytułowany „Sleepwalker” z świetnym teledyskiem nastawił mnie bardzo pozytywnie. Po usłyszenia kilku pierwszych utworów już wiemy, że mamy do czynienia z świetnie dopracowanym produktem. Brzmienie perkusji, gitar, a także wokalu stoją naprawdę na światowym poziomie.

Zacznijmy od utworu „Sleepwalker” czyli trzeciego kawałka z płyty. Świetny główny riff, kilka MISTRZOWSKICH breakdown’ów… Według mnie to najlepszy utwór na płycie, który nabrał tempa dzięki dopracowanemu clipowi. Kolejnym kawałkiem, który „wpadł mi w ucho” był „deliver me”. Wokalista (Winston McCall) wręcz wyrywa z siebie flaki żeby kawałek był jak najcięższy. Charakterystyczne szybkie zagrywki na samym początku, które prowadzą do melodyjnego refrenu są ciekawie połączone, przez co dają miażdżący efekt. Szczególnie spodobało mi się spokojne przejście w mniej więcej środkowej części utworu, które przeradza się w „rzeźnie” (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
Na płycie znajdują się dwa utwory, które wyróżniły się wolniejszym tempem i mniej agresywną konstrukcją – „Alone” i „Home is for the heartless”. Pierwszy rozpoczyna (powiedzmy, że akustyczne) intro, które powinno przygotować nas na balladę, jednak nie w przypadku Parkway Drive. Utwór nabiera tempa, a blasty połączone z świetnie brzmiącymi gitarami dają ciekawy efekt. Znajdziemy w nim także dużo „ozdobników” w postaci akustyczny wstawek między mniej melodyjnymi partiami instrumentalnymi. Na koniec pozostawiam „Home is for the heartless”. Utwór wolniejszy, z dosyć spokojnym (jak na metalcore) refrenem, nie od razu przypadł mi do gustu. Na początku byłem zdziwiony spokojnymi chórkami w momencie krzyku wokalisty. „Horizons” czy „Killing With a Smile” nie zawierały czegoś takiego, więc może to mnie zniechęciło. Jednakże z biegiem czasu zmieniłem swoje nastawienie, a utwór stał się jednym z moich ulubionych z "DEEP BLUE".
Album w kontekście aranżacji jest bardzo dopracowany i nie można mu nic zarzucić. Jednak co do doboru repertuaru to do dzisiaj nie mogę zrozumieć czemu utwory „hollow” i „leviathan I” znalazły się na płycie. Niby znajdują się w nich jakieś charakterystyczne riffy jednak nie wyróżniają się niczym szczególnym. Przez ten aspekt album traci na wartości, ponieważ na wcześniejszych płytach mieliśmy o wiele lepiej dobrany repertuar. Możemy im to jednak wybaczyć, bo chłopaki trzymają już od lat naprawdę wysoki poziom i miejmy nadzieje, że będą to robić dalej.
Ocena: 8 / 10
Więcej o zespole na: