Nigdy nie ukrywałem, że muzyka Emmure jest mi cholernie bliska. Mimo tego, iż nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, z każdym następnym wydanym albumem zyskiwali u mnie kolejne punkty. Po fantastycznym koncercie w krakowskiej rotundzie naostrzyli mi jeszcze większego apetytu na nowy krążek. Zapotrzebowanie na „Speaker Of The Dead” jeszcze bardziej nasiliło się w momencie opublikowania w sieci krótkiego, acz zwięzłego numeru „Children Of Cybertron”. Już od tego momentu wiedziałem, że otrzymamy płytę co najmniej tak dobrą jak „Felony”.

Najnowszy album amerykanów zaskoczył mnie przede wszystkim ogromną świeżością jaką przemycili do swojej muzyki. Pierwsze moje skojarzenie po odsłuchaniu całego albumu było takie, iż mamy tu do czynienia ze swego rodzaju fuzją klasycznego i ciężkiego core’owego łojenia z nu-metalowym feelingiem, znanym ze starych dobrych płyt KoRna czy Slipknota. Skojarzenie z tymże kontrowersyjnym odłamem metalu, którego popularność zdecydowanie spadła w ciągu ostatnich dziesięciu lat nasuwa się praktycznie w co drugim utworze. Czy jest ktoś kto byłby w stanie zaprzeczyć, iż taki numer jak chociażby „Dogs Get Put Down” nie mógłby się znaleźć na jakimś starym krążku Coal Chamber? Gdyby tak zamiast wokaliz pana Palmeriego podstawić głos Deza Fafary za swoich lat świetności, a brutalne breakdowny zastąpić nu-metalowymi ciężarami...? Myślę, że moje skojarzenia są w tym miejscu jak najbardziej trafne. Jednakże „Speaker Of The Dead” to nie tylko odnowienie starej dobrej formuły, chłopaki oprócz bujanych, breakdownowych patentów uraczyli nas także garścią dobrych melodii okraszonych klimatycznym graniem („Bohemian Grove”). Natomiast Ci, którzy pokochali Emmure głównie za pierwszy album powinni do swoich ulubionych utworów zespołu teraz dorzucić numer „Last Words To Rose”. Najjaśniejszy moment albumu to jednak dla mnie bez wątpienia „Solar Flare Homicide” - numer ten można bez problemu uznać za pigułkę całej płyty w jednym numerze. Dodatkowo warto dodać, że numer ten doczekał się całkiem fajnego wideoklipu.
Brzmienie albumu jest niesamowicie ciężkie, a jednocześnie ogromnie sterylne. Za produkcję płyty odpowiadał nie kto inny jak sam Joey Sturgis, który stale współpracuje z jednymi z najbardziej znanych obecnie kapel metalcore’owych zza oceanu jak chociażby The Devil Wears Prada, Attack Attack! czy też Asking Alexandria. I tu moje kolejne skojarzenie z tym co działo się już ponad dekadę temu. Czy przypadkiem pan Joey nie jest dzisiejszym odpowiednikiem samego Rossa Robinsona? Czasy się zmieniły... Kolorowe dready zostały zamienione na fullcapy, a same dzieciaki zaczęły słuchać ciut innej muzyki, ale boom panujący za granicą na te gatunki muzyczne wydaję się być dość porównywalny.
„Speaker Of The Dead” to bez wątpienia najbardziej dojrzały album w dorobku zespołu. O ile pierwsze trzy płyty wydawały się być szukaniem odpowiedniego, własnego stylu w którym zespół czułby się najlepiej, tak opisywana przeze mnie płyta jest ujednoliceniem wszystkiego co najlepsze w Emmure, a przy tym zebranym w odpowiednią i morderczą całość. Sięgajcie po ten album bez zastanowienia!!!
Ocena: 8,5 / 10