Ósma edycja METAL-CORE.pl PARTY w Pabianicach była zarazem before party w klubie Rock Fabryka, który na dobrą sprawę nie został jeszcze oficjalnie skończony. Życzę wszystkim właścicielom sal koncertowych takich „przed-otwarć”, a kapelom takiej publiczności.

Koncert jak przystało na gitarowe wydarzenie rozpoczął się z małym poślizgiem. Pierwsi na scenie zaprezentowali się muzycy z formacji Frail. Czteroosobowa formacja pochodzi w jednej czwartej z Pabanic, natomiast reszta zespołu zamieszkuje pobliską Łódź. Ich występ był na pewno pozytywnym akcentem, ale przed Frail jeszcze długa droga. Widać, że panowie jak i pani perkusistka szukają swojego stylu i w zasadzie tylko Tomek – wokalista go odnalazł. Był zdecydowanie najmocniejszym elementem tego zespołu. Brawa za teksty w języku polskim, mam nadzieję, że już wkrótce do składu formacji dołączy drugi gitarzysta, bo jego brak ewidentnie dawał się we znaki. Zespół z dużym potencjałem, więc pewnie z o nich jeszcze usłyszymy.

Po lokalnej reprezentacji scenę opanowała poznańska formacja Final Sacrifice. Był to już 3 występ tego zespołu w ramach METAL-CORE.pl PARTY, a to jak rozruszali publiczność mówi samo za siebie. Niestety publiczność słabo zareagowała na słowa wokalisty o zagraniu cover’u Parkway Drivie. Wynikało to z czystej niewiedzy, ale cieszy mnie fakt, że ludzie w koszulkach Metallici i Iron Maiden przychodzą na takie koncerty, bo świadczy to o zainteresowaniu metalcore’em i rokuje dobrze na przyszłość. W tym momencie chciałbym pozdrowić ekipę z Łodzi i podziękować im za znajomość gatunku. W set liście Final Sacrifice obok najnowszego numeru – „Affected” znalazły się również numery pochodzące z debiutu. Najbardziej zapadł mi w pamięci „Voice Like Thousend Plagues” i dalej będę trzymał się tego, że to ich najlepszy numer. Świetny koncert, który tak na prawdę rozpoczął właściwą zabawę publiczności.

Kolejny koncert, czyli występ niemieckiej formacji Sullen Eyes Sore był ich pierwszym występem na terenie naszego kraju. Był też dużą lekcją polskiego. Było to widać szczególnie na koncercie, następnego dnia, w Oświęcimiu, gdzie chłopcy sypali polskim praktycznie cały czas. Największym zainteresowaniem pań zgromadzonych w Rock Fabryce cieszyła się muskulatura Nino – perkusisty Sullen Eyes Sore, który wraz z Martinem tworzy najmocniejszy człon tej formacji. Ale odłóżmy grafikę przejdźmy do ich występu. Czegoś takiego nikt się nie spodziewał, absolutnie najlepszy występ tego wieczoru. Sullen Eyes Sore było lepsze od wszystkich wykonawców w praktycznie każdym aspekcie – kontakt z publicznością, zachowanie sceniczne, kompozycje, doświadczenie i obycie koncertowe. Wszystko to przełożyło się na rewelacyjną zabawę publiczności, która szybko zaczęło uczyć Martina – wokalistę naszej ojczystej mowy. Materiał, który zaprezentowali panowie z Niemiec pochodzi w stu procentach z ich long playa „Warriors like us”. Powiem krótko – świetna metalcore’owa formacja, od której wiele kapele mogło by się wiele nauczyć. Wydaje mi się, że dla większości publiczności zgromadzonej tego dnia w Pabianicach szokiem był ich występ. Dlaczego? O tym w podsumowaniu.

Szczerze mówiąc obawiałem się czy Fireball poradzi sobie jako headliner tego koncertu. Na szczęcie moje obawy nie potwierdziły się. Pabianicka ekipa ma za sobą jedynie kilka koncertów, a wiekiem również daleko im do kapel, z którymi tego dnia dzielili scenę. Sukces tej edycji zawdzięczamy przede wszystkim im, pomijając wielką pomoc i świetną organizacje, to właśnie za sprawą Fireball frekwencja była tak duża i mimo, że grali jako ostatni to nie zmniejszyła się. Tutaj podobnie jak w przypadku pierwszej kapeli na pierwszy plan wysunął się solista. Max zdecydowanie przyćmił swoich kolegów, dla jednych lepiej, a dla drugich dobrze. Fireball to jeszcze młodziutka formacja i tak jak w przypadku ich kolegów z zespołu Frail przed nimi jeszcze długa droga, ale przed Fireball znacznie krótsza. Panowie wiedzą co chcą grać, a ich gitarzyści posiadają całkiem niezły warsztat. Osobiście wróżę im spory sukces, bo ich kompozycje utrzymane są w klimatach Bullet For My Valentine czy Killswitch Engage, a wymienione kapele mają w naszym kraju spore rzesze fanów. Numery nagrane w studiu zostały ciepło przyjęte przez publiczność, która szalała podobnie jak na koncertach poprzednich zespołów. Jak wcześniej wspomniałem Max przyćmił cały zespół zarówno swoją prezencją sceniczną jak i możliwościami wokalnym. Jeszcze popracuje trochę na scream’em i będzie rewelacyjnie. Wcześniej wspominałem, że wysunięcie się wokalisty na pierwszy plan miało swoje zalety, ale również wady. Szkoda gitarzystów, którzy mają się czym popisywać, ale niestety Artur – perkusista, żeby poprawnie grać ten gatunek musi jeszcze wiele zrobić. Jest na pewno perkusistą rytmicznym, zdolnym, ale brakuje mu doświadczenia. Więcej ćwiczeń i odrobina kreatywności nie zaszkodzi.

Impreza zaliczona do arcyudanych. Wybawiwszy się, wysłuchawszy świetnej muzyki czekam na więcej imprez w Pabianicach. Cieszy mnie fakt, że na mapie Polski pojawiła się kolejna miejscowość, gdzie ciepło przyjmuje się artystów współpracujących z METAL-CORE.pl. Może muzyka prezentowana tego dnia była nie koniecznie w pełni zrozumiała dla wszystkich odbiorców, ale myślę, że następnym razem w Pabianicach zobaczę kogoś w koszulce np. Parkway Drive. Wcześniej – przed koncertem rozmawiałem z kilkoma pabaniczanami i pabianiczankami (uwielbiam takie słowa) na temat wyglądu kapel. Wiele osób z publiczności na tym koncercie uświadomiło sobie, że żeby grać muzykę, bądź co bądź metalową nie trzeba nosić się na czarno i być „true”. Miło było patrzeć ile osób po koncercie wyszło mając na sobie koszulki Final Sacrifice czy Sullen Eyes Sore. Wszyscy tego dnia spisali się na medal i stanęli na wysokości swojego zadania. W tym miejscu pozwolę sobie podziękować w imieniu redakcji METAL-CORE.pl:
- panu Weseli za udostępnienie miejsc noclegowych dla zespołów
- właścicielom Rock Fabryki za udostępnienie wspaniałego lokalu i poczęstunek dla zespołów
- pabianickiej publiczności za tak liczne i ciepłe przybycie
- zespołom za danie naprawdę świetnych koncertów
Zdjęcia wykonał: Michał Karwacki