PolskiČeština (Česká republika)Deutsch (DE-CH-AT)English

12/11/10 (Bielsko-Biała @ Rudeboy) : FRONTSIDE, TOTEM, HEART ATACK i inni

Nowa płyta, trasa promująca nowy krążek to dwa największe powody, dla których tego dnia odwiedziałem bielski klub Rude Boy. Przed koncertem chciałem tylko zobaczyć jak „radzą” sobie na "lajfie" nowe utwory zespołu, nic więcej. Wcześniej miałem okazje słyszeć sosnowiecką formację bodajże 5-krotnie. Nie żałuje, a ten wieczór przyniósł mi naprawdę dużo niespodzianek. Dodam, że wszystkie były jak najbardziej pozytywne.

Pierwsi na scenie zaprezentowali się reprezentanci Bielska-Białej - Mirrordead, niestety w nie pełnym składzie. Kontuzjowanego gitarzystę zespołu zastąpił gitarzysta formacji Huge CCM. Bielszczanie właśnie wydali swój debiutancki longplay zatytułowany „Memories Bring Pain”, a koncerty mają służyć promocji tego krążka. Ilość kapel grających tego dnia, połączona z wypadkiem losowym spowodowała, że set Mirrordead był naprawdę krótki. Jako ostatni kawałek zespół zagrał nieśmiertelny, jak dla mnie przejedzony i grany przez zbyt wiele kapel utwór „Roots Bloody Roots” brazylijskiej Sepultury. Wracając od utowrów skomponowanych przez bielszan - tak jak przeczuwałem najlepiej sprawdził się numer „Forgotten Memory” – jeden z najstarszych utworów zespołu. Nie ma co obwiniać chłopaków o słabą zabawę publiczności, bo taki już los tych co grają pierwsi, że niezależnie jak zagrają, to i tak z zabawą będzie słabo. Mirrordead nawiązuje do tradycji takich zespołów jak Sepultura, Machine Head łącząc je z nu-metalowymi, a nie kiedy bardzo hardcore’owymi, zagrywkami. A takie zestawienie podoba się wielu Bielszczanom i Bielszczankom. Koncert na plus, tylko tyle.

Po Mirrordead swój występ zaczął zespół Veal. Miałem już przyjemność oglądać koncert tej formacji. Było to Krakowie, dzielili wtedy scenę z Angelreich, Mashines of Dystopia oraz Rise. Przez pierwsze 3 numery myślałem, że nie wytrzymam w klubie. Powód? Wokal, absolutny dramat, myślałem, że mam coś ze słuchem, ale moi znajomi również tak odebrali to co prezentował wokalista zespołu. Na początku 4 numeru, ku zaskoczeniu wszystkich, gardłowy Veal’a (odmienia się jak Feel xD) rozśpiewał się. I okazało się, że potrafi krzyczeć bardzo przyjemnie. Dla osób, które pierwsze wrażenie uważają za kluczowe na pewno się nie podobało. Ja wyobraziłem sobie, że tych 3 pierwszych numerów nie było. Mimo sympatii i otwartości jaka bije od chłopaków z Veal’a nie potrafię przekonać się do ich twórczości. Widać, że panowie cały czas poszukują coraz to nowszych rozwiązań, ale tak jak wcześniej wspomniałem – do mnie to nie trafia. A o tym, że panowie słuchają przenajróżniejszej muzyki przekonałem się już w Krakowie. Jak niektórym wiadomo moim ulubionym zespołem jest Devil Sold His Soul (w tym miejscu pozdrawiam 36 osób, które były wraz ze mną na ich koncercie we Wrocławiu). „Snake Eater” – jeden z utworów Veal’a rozpoczyna riff nieco podobny do kompozycji DSHS. Uznałem, że to przypadek, i stwierdziłem, że to nie możliwe, żeby muzycy Veal znali DSHS. Wchodząc na spejsa kapeli zobaczyłem tytuł jednego numeru „When Darkness Prevails” („Darkness Prevails” to fonograficzny debiut DHSH). Kapela ma duży plus za inspiracje, tylko czekam na moment, gdy, jak to sami określili na swojej stronie myspace, „odnajdą własny język w świecie ciężkiego grania”.

Jako trzeci zaprezentowali swój materiał muzycy zespołu Heart Attack. Podobnie jak Veal widziałem zespół wcześniej tylko raz. Można spokojnie uznać, że to właśnie od ich koncertu rozpoczęła się zabawa pod sceną, a w zasadzie szaleństwo. Bielsko ruszyło do zabawy. Właśnie za kontakt z publicznością należy pochwalić zespół. W mojej pamięci najlepiej zapadł mi utwór „Babilon” – fajny gitarowy motyw, który wydaje mi się doskonale znany, nie potrafie sobie przypomnieć skąd. Jeśli macie ochotę się przekonać właśnie numer „Babilon” znajduje się na myspace formacji. Jeśli znam ten motyw jedynie za sprawą Heart Attack to gratuluje świetnej melodii. W przypadku Heart Attack, w przeciwieństwie do Veal, najmocniejszym aspektem formacji był wokalista. I to od początku koncertu. Naprawdę przyjemny set, który wydaje mi się przypadł do gustu wszystkim znajdującym się tego dnia w klubie.

Teraz czas na największą niespodziankę tego wieczoru. Na wstępie powiem sentencję, która jest tylko nieco przesadzona. Jedna z osób podczas koncertu powiedziała mi: „Totem roz*ebał bardziej niż Frontside”. Prawie się zgodzę, set Totemu był naprawdę rewelacyjny, a w połączeniu z charyzmą pani Wery publiczność szalała. Wielu wokalistów powinno zazdrościć Werze „tego czegoś”, co powoduje, że potrafi na sobie skupić uwagę całego klubu. Oczywiście ma przewagę, bo kobiety za mikrofonem to zdecydowanie rzadkość, ale żeby zachęcić ludzi do zabawy i przytrzymać ich przy scenie przez ponad 40 minut trzeba być naprawdę dobrym frontmanem, a w zasadzie frontwoman. Kapela ledwo zeszła ze sceny, publiczność nie pozwalała im zakończyć koncertu. Jak dla mnie mogli by jeszcze raz jeszcze kilka numerów. Dodam, że za perkusją siedział Toma z Frontside’u co nie było bez znaczenia jeśli chodzi o moc uderzeniową kompozycji. Oczywiście na scenie pojawił się również, w jednym numerze wokalista, Frontside’u. Większość materiału, który zaprezentowali pochodzi z najnowszego krążka zespołu, który jeszcze nie został wydany. Zanosi się na to, że przesłucham w przyszłym roku jakiś nie-core’owy krążek. Brawa za koncert, po prostu rewelacja i naprawdę przekonałem się do tej kapeli.

Wreszcie, już po 22:00 na scenie pojawił się headliner koncertu – zespół Frontside. Myślałem, że już wyrosłem z bycia fanem tej kapeli. Często ze znajomymi żartujemy sobie z tekstów, z tego, że band prezentuje nieco archaiczne podejście do metalcore’u. Do tego nowy krążek „Zniszczyć Wszystko” przed koncertem specjalnie mi się nie podobał. W skrócie bardzo scepytczenie podchodziłem do tego koncertu. Ale coś w tym zespole jest takiego, że każdy ich koncert niesie ze sobą dobrą zabawe. Niezależnie czy to Tattoo Fest w Krakowie i koncert w namiocie, czy bielski klub Rude Boy i koncert w ramach ich trasy. Miałem okazje rozmawiać z Demonem w Warszawie podczas koncertu Parkway Drive i usłyszałem, że ta płyta będzie cięższa, nieco wolniejsza i przede wszystkim mocniejsza. Wszystkie te założenia się sprawdziły. Sięgnąłem po płytę po koncercie i .. spodobała się. Nie ma rewelacji, nie jest tak jak w przypadku poprzednich albumów, ale wreszcie mi się podoba i w zupełności rozumiem co chcieli przekazać jej autorzy.

Wracając do tekstów. Rozumiem, że można się ich czepiać, też mi się nie wszędzie podobają. Ale na koncercie stoisz i po prostu je śpiewasz. Jedną z ich największych zalet jest prostota, czemu nazwałem to zaletom? Bo dzięki temu każdy jest w stanie powtórzyć słowa utworu nawet po pierwszym przesłuchaniu. W dodatku są po Polsku, już bardziej klarownego tekstu nie można posiadać.

O wykonaniu nie ma co nawet się rozpisywać – to kapela z pierwszej ligi i wpadek nie posiadają. Oczywiście wśród nowych kompozycji znalazło się miejsce na takich hitów jak: „Bóg stworzył szatana”, „Wspomniania jak relikwie”. W utworze „Moja deklaracja” oczywiście pojawił się gościnnie wokalista Huge CCM Pachu. A na bis zespół wykonał „Naszym przeznaczeniem jest płonąć”. Początek koncertu zdominowały utwory z nowego wydawcnitwa, natomist im bliżej końca setu tym więcej mogliśmy usłyszeć wyżej wymienionych hitów zespołu. Widać było, że jeszcze nie wszyscy znali nowy materiał, ale myślę, że przy następnym koncercie będzie zupełnie inaczej.

Wcześniej wspomniałem, że rozmawiałem z Demonem podczas koncertu Parkway Drive w Warszawie. Można powiedzieć, że Frontside gra teraz metalowe gigi, a ze sceną hardcore’ową ma nie wiele mówić. To fakt. Ale bardzo szanuje poszczególnych muzyków zespołu za to, że chociażby na Never Say Die Tour w Krakowie mogliśmy ich spotkać wśród publiczności. Panowie są na bieżąco w światku muzycznym i słyszałem to na koncercie. Toma – perkusista formacji zaczął używać bass drop’a, co naprawdę miło mnie zaskoczyło i w życiu nie podejrzewałbym Frontside o takie zagrywki. Oczywiście jak to z nowymi zabawkami bywa, był on używany zdecydowanie za często. Na breakdownach brzmi to fajnie na początku motywu, ale za każdym taktem robie się to po prostu męczące. Jestem pewien, że po tej trasie i na następnym wydawnictwie zostanie on właściwie użyty.

Frontside wywołuje u mnie megapozytywne emocje i deklaruje się jako ich fan. Koncertem byłem zachwycony, "wyspiewany", wybawiony i wymęczony. Jeśli będę miał kolejną okazję zobaczyć ich na scenie to na pewno z niej skorzystam. Wszyscy tego dnia spisali się na medal: klub za świetne nagłośnienie i organizację koncertu, kapele - Frontside i Totem za profesjonalne show i supporty za naprawde fajny poziom koncertów, publiczność za liczne przybycie (naprawdę jak na metalowe koncerty w Bielsku-Białej było zaskakująco dobrze), przyjęcie muzyków i świetną zabawę. Nie żałuje wyjścia z domu, a to chyba najważniejsze.

Galeria zdjęć pojawi się na naszym portalu już wkrótce.

Zdjęcie do artykułu wykonał Adam Włodarczyk.

Written by :
szymonsiwiec
 

Komentarze  

 
0 #3 Drumson 2011-01-03 19:03
Jak tam z tą galerią? czekamy tu wszyscy :)
Cytować
 
 
0 #2 Wiktoria 2010-11-30 17:24
nawet fajne ;-)
Cytować
 
 
0 #1 Hanzo 2010-11-23 12:20
tu wokal absolutny dramat z veal - dzięki za reckę, zapamiętam sobie. czekam na zdjęcia. pozdro666!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież